Helikon-tex Swagman Roll – Recenzja
Pewnie większość z nas miała kiedyś w ręku szwajcarski scyzoryk. Mała, poręczna rzecz, która ratuje tyłek w wielu sytuacjach, chociaż w żadnej z nich nie jest mistrzem. Dokładnie taki jest Swagman Roll od Helikona – trochę koc, trochę kurtka, a trochę śpiwór. I cokolwiek by o nim nie mówić, to chyba najczęściej używany (na pewno w top 5) element ekwipunku w moim domu.
Służy nam nie tylko na wyjazdach, ale też na co dzień. Zawsze leży gdzieś pod ręką, gdy trzeba się docieplić podczas chłodnego wieczoru na tarasie albo przed telewizorem.
O marce w skrócie
Helikon-tex to polska marka, która z firmy sprzedającej nadwyżki wojskowe ewoluowała w jednego z czołowych producentów odzieży i sprzętu taktycznego oraz outdoorowego na świecie. Ich linia Bushcraft, której częścią jest Swagman Roll, to był duży krok w stronę cywilnego użytkownika, ceniącego sobie design, jakość i przemyślane rozwiązania, a nie tylko militarne korzenie.
Specyfikacja w pigułce
#dlanerdów – bo ktoś musi lubić cyferki.
Pierwsze wrażenia
Swagmana kupiłem zaraz po premierze. To były czasy, gdy linia Bushcraft od Helikona dopiero raczkowała, a ja byłem świadkiem ogromnego skoku jakościowego i użytkowego. W przeciwieństwie do starych, wojskowych projektów, które miały pasować na każdego (czyt. każdy wyglądał w nich równie źle), ten produkt był inny.
Już sam pokrowiec transportowy z siatkowym dnem – mała rzecz, a cieszy i pokazuje dbałość o detale. Po wyjęciu poncho czuć, że to produkt wysokiej jakości i naprawdę dobrze przemyślany. Ale czy na tyle, by obronić swoją cenę?
Testy w realu
Na co dzień i w podróży Testowałem go w najróżniejszych rodzinnych scenariuszach. Służył jako dodatkowa kołdra na południu Europy, gdzie zimą ogrzewanie w domach potrafi zaskoczyć. Podczas skandynawskiej wyprawy kamperem był wszystkim: kurtką, kołdrą, kocem piknikowym i zasłoną przeciwsłoneczną. Sprawdza się też w czasie mikroprzygód w ogrodzie czy w pobliskich górach.
Jego forma jest na tyle genialnie prosta, że idealnie pasuje do rodzinnego chaosu. Dziecko trzęsie się z zimna po wyjściu z jeziora? Zarzucasz na nie poncho. Przerwa na szamkę na polanie? Swagman robi za koc. Wieczorne planszówki na tarasie przeciągają się do późna? Zamiast zwijać się do domu, otulasz się Swagmanem i grasz dalej. Zaawansowane materiały, jak Climashield® Apex™, po prostu robią robotę. Może i nie pasuje do wystroju Twojego kampera w stylu "boho", ale do stylu "hobo" jest jak znalazł.
W terenie Podczas moich solowych wypadów Swagman najczęściej ląduje jako underquilt (dodatkowa ocieplina podwieszana pod hamakiem) oraz jako narzutka, gdy o poranku trzeba wyjść z ciepłego kokonu i przygotować kawę. Oczywiście, trzeba samemu pokombinować z systemem mocowania pod hamakiem – dedykowane podpinki robią to lepiej. Ale czego innego spodziewać się po ocieplinie z najwyższej półki? Climashield® to, obok PrimaLoft®, jeden z liderów rynku. Dzięki niemu Swagman nie boi się wilgoci. Żeby było jasne: nie jest wodoodporny, ale nawet gdy zamoknie, nie traci właściwości izolacyjnych. A zamoczyć go wcale nie jest tak łatwo – połączenie nylonu Windpack® z powłoką DWR i ociepliny Apex™ tworzy solidną barierę.
Jak ciepły jest w praktyce? Jako samodzielny śpiwór/kołdra, jego komfort oceniłbym na około 10°C (to bardzo subiektywna miara). Czyni go to świetnym wyborem na sezon wiosenno-letni albo jako całoroczna kołdra w schroniskach czy u znajomych, którym nie chcesz robić kłopotu z pościelą.
Perspektywa ADHD (dla roztrzepanych)
Zdarzyło Ci się kiedyś, że podczas zwijania obozu worek kompresyjny od śpiwora po prostu zniknął? (Oczywiście znalazł się po powrocie do domu, schowany w tej jednej kieszonce, o której "na pewno będę pamiętać"). Ze Swagmanem ten problem nie istnieje. Pakuje się go do zintegrowanej kieszeni na piersi – genialne! To redukuje mentalne obciążenie i jedną rzecz mniej do zgubienia. Oczywiście, minusem jest to, że w tej kieszeni mogą z kolei zawieruszyć się inne drobiazgi.
Co jest do poprawy?
Uniwersalność, która jest jego największą zaletą, jest też jego największą wadą. Tak jak wspomniany scyzoryk, Swagman nie jest najlepszy w niczym konkretnym.
Jako śpiwór jest wąski. Szersze osoby mogą czuć się skrępowane.
Brak kaptura w trybie śpiwora. Dla mnie to nie problem, ale na pewno obniża to komfort w chłodniejsze noce.
Mocowanie jako underquilt wymaga kombinowania. Dedykowane produkty są o wiele bardziej intuicyjne.
Zamek i klamry na krawędziach potrafią denerwować, gdy używasz go jako zwykłego koca.
Otwór na głowę w trybie poncho jest dość mały.
Porównanie z konkurencją
Kołdry/śpiwory: W porównaniu do premium Pajak Quest Blanket (puch, o połowę lżejszy, dwa razy droższy), Swagman jest cięższy, ale oferuje świetny stosunek jakości do ceny. W zestawieniu z budżetowym Quechua Comfort 10 (cięższy, gorzej kompresowalny), Helikon wygrywa jakością i uniwersalnością. Jako śpiwór Swagman jest z nich najmniej wygodny (przez swoją szerokość), ale nadrabia wszechstronnością.
Podpinki hamakowe: Dedykowana podpinka, jak Lesovik Otul Light, jest o niebo łatwiejsza w montażu i lepiej dopasowana kształtem. Z Helikonem trzeba trochę powalczyć. Ale gdy już opracujesz swój system, staje się to prostsze. Mimo wszystko, nie można powiedzieć, że Swagman drastycznie odstaje.
Werdykt: Zostaje czy ląduje na Vinted?
To chyba nie jest zaskoczenie – zostaje. Nie jest to może sprzęt, który mam pod ręką każdego dnia, ale jest spakowany na każdy, absolutnie każdy wyjazd.
Dla kogo jest ten produkt? Jeśli kochasz mikroprzygody, nie chcesz zagracać sobie domu dziesiątkami specjalistycznych sprzętów (wiem, o czym mówię!) i szukasz czegoś uniwersalnego i wysokiej jakości, to będzie strzał w dziesiątkę. Oczywiście musisz zaakceptować jego styl "hobo" i mieć trochę dystansu, by nosić go jako kurtkę w mieście. Jeśli jednak szukasz sprzętu, który w jednej, konkretnej dziedzinie jest absolutnie najlepszy – szukaj dalej.